Juarez to miasto okryte
złą sławą. Nie na darmo określa się je mianem miasta mordercy kobiet, taki jest
właśnie tytuł opisywanej przeze mnie książki. Jej autorzy podjęli się
niebezpiecznego zadania by rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci kilkunastu
kobiet. Jako reporterzy śledczy rozmawiali z rodzinami ofiar, a także ich
prawdopodobnymi, lecz nie jedynymi zabójcami. Wszystkie zamordowane dziewczyny
łączy nie tylko podobny wygląd, ale też bieda. Jedynym wyjątkiem od reguły jest
przypadek morderstwa na turystce, a reszta ofiar to ubogie dziewczyny.
Przerażający jest fakt, że rząd Meksyku nie robi nic by zapobiec tym zbrodniom.
Poza tym mają miejsce celowe mataczenia w śledztwach. Autorzy tego mrożącego
krew w żyłach reportażu na podstawie zebranych dowodów piszą o powiązaniach
policji z mafią narkotykową. Są to tak silne powiązania, że policja nie zrobi
nic przeciwko mafii. Juarez to przedziwne miasto.
Położone na granicy z USA
jest terenem działalności karteli narkotykowych. Właśnie przez Juarez odbywa
się głównie przemyt narkotyków z Meksyku do Stanów Zjednoczonych. Najgorsze
jest to, że w Meksyku nadal pokutuje kultura macho, gdzie co drugą kobietę w
tym kraju dotyka przemoc ze strony mężczyzn. Sprawcy są bezkarni, często to
mężowie, czy inne osoby znane kobietom. Spirala przemocy zatacza coraz szersze
kręgi. Juarez to nie miasto, w którym kobiety mogą czuć się bezpiecznie. Na
każdym kroku czyhają tu na nie niebezpieczeństwa.
Tą książkę czyta się z
trwogą, bo Europejczykom trudno jest sobie wyobrazić taką sytuację by tak długo
prowadzono śledztwo w tak znaczącej sprawie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz