To poruszająca
historia i jak najbardziej prawdziwa. Wyczyn tego pilota przeszedł do
historii. Sam, nie uważa się za bohatera, tylko za człowieka wykonującego
dobrze swoją pracę. Jest typowym perfekcjonistą i wszystko chce zrobić jak
najlepiej potrafi.
Bycie pilotem to ciężka praca i duża odpowiedzialność.
Rzadkie wizyty w domu i rzadkie widzenie dzieci to niestety są minusy. Poza tym
z powodu cięć pensje pilotów nie są już tak wysokie jak kiedyś. Niewątpliwym
plusem wykonywania tego zawodu jest piękno latania i możliwość spojrzenia z góry niesamowitych
widoków.
Ta książka nie tylko przybliża nam tamten dzień w 2009 roku, kiedy
nastąpiła awaria. Ukazuje nam ona drogę od małego chłopca, który chciał już
wtedy zostać pilotem, do dorosłości i zrealizowania marzenia. By coś osiągnąć
trzeba poświecić temu wiele czasu i wysiłku. Poza tym mieć potężną siłę woli.
Sully twierdzi, że każdy z nas powinien mieć taką pracę, która jest jego pasją.
Mimo niedogodności kocha swoja pracę i nie zamieniłby jej na nic innego.
Pamiętny
dzień 2009 zapadł w pamięci wielu ludzi. Awaria silników i ocalenie wszystkich
pasażerów to nie lada wyczyn. Samo lądowanie na rzece Hudson to był wielki
wyczyn. Sully'emu udało się zachować zimna krew i tak sterować samolotem, by uniknąć
prawdziwej klęski. To wymagało od niego lat treningu, pilotowania samolotu
wojskowego. I to jego doświadczenie zaprocentowało.
Po szczęśliwym końcu
pamiętnego lotu Sully dostał wielki odzew od ludzi, którzy szczerze go
podziwiają. Otrzymał też zaproszenia na np. zaprzysiężenie Obamy czy rzut piłką
na początku meczu Super Bowl. Mimo wszystkich pochwał pozostał sobą. Ta
historia jest pouczająca i dająca nadzieję. Trochę ciężki jest początek tej
lektury, ale później jest o wiele lepiej.


