Historia
Filomeny stanowi przerażający obraz lat 50, kiedy to działy się rzeczy
nieprawdopodobne. Warto pamiętać o tym co się wtedy stało i myślę, że choćby
dlatego ważna jest ta książka. O ile w filmie pokazany jest głównie dramat
samej Filomeny, o tyle w tej opowieści o wiele więcej miejsca poświęca się jej
synowi Anthonemu, później nazwanego Michaelem. Oczywiście nie pomniejsza się bólu matki, ale
postacią pierwszoplanową w tej historii jest jej syn.Historię syna poznajemy poprzez opowieści znanych mu osób. Zakonnice zajmowały się
młodymi pannami,które urodziły dzieci. Ale nie po to by im pomóc, ale by
odebrać im dzieci. Można śmiało powiedzieć,że ówczesne zakonnice, które
uprawiały niecny proceder jakim był handel ludźmi, a w tym przypadku dziećmi.
Martin Sixsmith autor książki przybliża nam
tamte wydarzenia bez moralizowania. Anthony został rozdzielony z matką i trafił
do nowej rodziny. Jednak całe życie
bezskutecznie usiłował przypodobać się przybranemu ojcu i nigdy mu się to nie udało. Był
małym chłopcem,który do końca życia czuł się odrzucony, chciał dowiedzieć się
prawdy o swojej prawdziwej matce, ale mimo tego,że w pewnym momencie gdy zachorował
na AIDS i zostało mu niewiele życia,nawet wtedy nieugięte siostry nie udzieliły
mu prawdy o matce. Michael był homoseksualistą i pracował w partii
republikańskiej. Wiele przyjaciół, którzy się dowiedzieli,że tam pracuje
zaprzestało z nim kontaktów. To było tak jakby sprzeniewierzył się swoim
ideałom. Osobiście był demokratą i bolały go słowa republikanów odnośnie osób
homoseksualnych. Poza tym Michael dążył do destrukcji,wchodził w niebezpieczne
stosunki seksualne. Dzieciństwo pozostawiło w nim otwartą bliznę, która nigdy
nie miała się zagoić. Życie pisze czasami gorsze scenariusze niż film i tak
jest w tym przypadku. Mimo to miłość matczyna zwycięża śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz