Kto nie zna ani
wojny, ani prześladowań politycznych nie wyobraża sobie nawet w najmniejszych
oczekiwaniach jak jest żyć w takim kraju. W ciągłym strachu w obawie, że będzie
się bitym i torturowanym i zamkniętym w więzieniu.Polityka nie powinna mieszać się w życie ludzi. Ta opowieść wydaje się na
poły autobiograficzna. Autorka tej książki to Syryjka mieszkająca od lat w
Paryżu. Jest to opowieść emigracyjna. Bohaterka powieści czuje się obywatelką
świata i za taką chce być traktowana. Nie ma syndromu emigracyjnego. Wyjechała
z kraju, bo nie chciała być prześladowana. To droga bez powrotu. Wyjechała,
kiedy jej matka była młodą kobietą. Gdy udało jej się wrócić tam po latach odnalazła
matkę w zgoła innym stanie schorowaną, zupełnie niepodobną do siebie sprzed
lat. Zdaniem bohaterki ci co zostali w Syrii przegrali życie. Oczywiście nie
mówi tego bezpośrednio, ale taka konkluzja nasuwa się, gdy czytamy tą opowieść.
Ona wygrała, uniknęła więzienia. Jest wolna, może robić co chce. Ci co zostali
często trafiali do więzień ,bo walczyli z reżimem. Wyjazd to była konieczność.
Wymagał wielkiej odwagi, którą posiadała bohaterka. Po latach nie żałuje swego
postępowania. Jednak brak jej było najbliższych. Jest to opowieść skłaniająca do refleksji. Jedyne,co mi
przeszkadzało trochę w jej odbiorze to nadmiar powtórzeń ,które wyglądają
dobrze w poezji, a nie w prozie. Nie jest to lekka opowiastka. Mowa jest tu
także o cielesności, stosunku do ciała bohaterki i jej kontaktach seksualnych.
Cielesność łączy się u niej ze śmiercią, część jej partnerów zmarła np. na
raka. To tak jakby cielesność łączyła się ze śmiercią. Wspominanie umarłych
kochanków nie przynosi ulgi, a raczej cierpienie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz