Sam
tytuł tej książki jest kontrowersyjny. Bandyci w AK. Przecież ona składała się
z samych bohaterów, patriotów. Sam podtytuł reportażu brzmi - ile jest prawdy w
czarnej legendzie polskiego podziemia. Okazuje się, że faktycznie na początku w
AK byli patrioci, ale później gdy ta organizacja znacząco powiększyła swoje
szeregi to wszystko wymknęło się spod kontroli. I pojawiły się w tym stadzie
czarne owce. Osoby, które nigdy nie powinny tam trafić ze względu na brak
choćby kręgosłupa moralnego. Wojna ujawnia w człowieku co najgorsze i
organizmy, które nie cechowały się skłonnością do bandytyzmu zaczynają przejawiać
zachowania patologiczne.
W czasie Powstania Warszawskiego było wiele rabunków,
a dokonywali ich żołnierze AK. Wykorzystywali dogodny czas do swoich działań.
Kradzież nie jest tak wielkim przestępstwem jak zabijanie ludzi. A tego
haniebnego czynu dokonywali także Akowcy. Zabijali powołując się na rozkazy z
góry Żydów, choćby działających w Ministerstwie Propagandy czy doktora w ich
szeregach. Zabijali Żydów ze swoich szeregów. Lekarz sprawdzał czy żołnierze z kompanii nie są przypadkiem Żydami.
To nie jest tak, że autor chce nam
ukazać w tej historii jak AK było złe. Nie, on chce tylko odczarować mit tej
organizacji. Świat nie jest czarno –biały i są w nim różne odcienie szarości.
Nie można powiedzieć, że część żołnierzy była z gruntu zła. Owszem byli
zdemoralizowani, ale czy źli? Samo AK pozbywało się czarnych owiec. Niestety
wszystkich nie dało się złapać, część lawirowała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz